Wstałam wcześnie rano.Nakarmiłam mojego Lucky'ego.Musiałam go też
wyprowadzić.Znajomą trasą przemierzałam SMI.Nagle Lucky wypadł do
przodu.
-Piesku,nie ciąg mnie tak!-krzyknęłam na pupila.Smycz wyśliznęła mi się z
rąk.Pies pędził przez las.Zaczęłam go gonić,ale to nie miało sensu.Mój
Lucky zniknął w lesie.Usiadłam na kamieniu i z oczu popłynęły mi łezki.
Nagle ktoś trzepnął mnie w ramię.
-To twój psiak?-zapytał chłopak.Odwróciłam się.Stał tam Matt.
-Tak,mój.Miło mi cię znów widzieć,ale już lecę.Pa!-pożegnałam się i poszłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz