Rano spacerowałem po lesie. Szłem kiedy usłyszałem skąmlenie. Poszłem w
jego kierunku i zobaczyłem psa. Wzięłem w ręke jego smycz i chciałem go
zaprowadzić do schroniska. Kiedy szłem usłyszałem płacz. Zaciekawiony
poszłem w jego kierubku. Zobaczyłem Anabell:
-To twój psiak?-zapytałem
-Tak,mój.Miło mi cię znów widzieć,ale już lecę.Pa!- powiedziała, wzieła psa i poszła.
Zadziwiała mnie ona. Zaczęłem myśleć że mnie unika. Nic dziwnego
przeciesz jestem... mordercą. Wróciłem do domu. Zamiast dzwiami weszłem
przez balkon. Chciałem pójść do Klary ale jej nie było w pokoju więc
zeszłem na duł:
- Cześć dziewczyny!-krzyknęłem zchodząć
- Ciiii! -uciszyły mnie
- Rafael śpi- dokonczyła Klara
- No dobra, dobra, Już jestem cicho - powiedziałem zciszając głos
Rafael się obudził:
- Cześć wszystkim-przywitał się
- Jak się czujesz Meg?- zapytał potem
- Dobrze, dobrze -powiedziała i usmiechneła się.
-ej morze zapolujemy??-zaproponowałem
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz