Wcześnie rano, około godziny 07:30 Edward przywołał mnie do siebie. Zn
ów mnie wykorzystywał, tylko dzisiaj trwało to dłużej [do godziny 13:00]
i bardziej agresywnie. Nie byłam z tego zadowolona, bo miałam tym
poważniejsze rany, które ukryłam pod maseczką. Nikt nie powinien tego
zauważyć. Pobiegłam czym prędzej do domu i tam się wypłakałam. Nagle
moje łkanie przerwało pukanie do drzwi. Ochłonęłam szybko i otworzyłam.
- Cześć, kochanie - przywitałam się z Mason'em.
- No hej. Dla czego nie było ciebie tutaj w południe? - spytał, przeszliśmy do salonu.
Co mam wymyślić....
- Przepraszam, odprowadziłam do granic Smi mojego brata, Dallasa, Dianę i Zack'a. Poszli w poszukiwaniu Beatrice.
- Tak? A, słyszałem. Beatrice ma to coś w środku.
- To coś, to chłopczyk - oburzyłam się - Beatrice będzie nieśmiertelna,
więc bez trudu zniesie ciążę i urodzi, nie wyrządzając sobie krzywdy.
Potem jeszcze trochę rozmawialiśmy na ten temat i zrobiłam nam obiad - tacosy
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz