poniedziałek, 21 maja 2012

Od Sary

Dziś szłam z dziećmi do Marco. W domu był tylko Andy. Megan była u przyjaciół, więc poszłam z nim. Jechaliśmy moim autem* około 1 h. Gdy byliśmy na miejscu zapukałam do drzwi. Otworzył Marco.
- Cześć - przywitałam sie podając mu rekę.
- Cześć. Wejdźcie - pokazał w strone domu. Weszliśmy do środka.
- Marco to jest Andy. Twój syn - wskazałam na mojego synka.
- Twoja córka, Megan dojdzie później. Mówiła, że musi cos załatwić - dokończyłam.
- Cześć Andy! - krzyknał Marco. Chyba sie ucieszył.
- Cześć TATO! - powiedział Andy ze łzami w oczach. Podejrzewam, że były to łzy szczęścia.
- Usiądźcie do stołu. Zaraz przyjde - oznajmił Marco.
Czekaliśmy na niego 30 minut. Potem przyszedł z obiadem. Podczas jedzenia trochę rozmawialiśmy, a po obiedzie Marco poszedł grac w piłkę z Andy' im, a ja usiadłam na hamaku i opalałam się. Marco i Andy dobrze się ze soba dogadywali. Podejrzewam, że z Megan było by inaczej. Po udanej grze musieliśmy jechać do domu. Megan nie przyszła ani na obiad, ani do domu. Martwiłam się, ale także byłam wściekła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz