- Ja pójdę również - zdecydowałem się - Bierzemy Smoke'a. Przyda się.
Spakowaliśmy się i wyruszyliśmy , aby szukać Beatrice. Smoke wiózł
trochę zapasów na podróż, a potem ma wieźć Beatrice. Kiedy chcieliśmy
już wyjść poza granicę Smi, Zack zatrzymał się.
- Mamy eliksir?
- Tak, tak, mamy. Spokojnie... - uspokoiła go Diana.
Przekroczyliśmy granicę Smi i przeszliśmy kilka sąsiednich Stowarzyszeń,
kilkanaście wiosek i ruszyliśmy do Lasu Uzależnionych - nazwa pochodzi z
tego, że 5 wieków temu kryli się tutaj duże grupy ludzi, któzy byli
uzależnieni od czegoś, np. ludzie uzależnieni od alkoholu zbierali się w
jedną grupę, uzależnieni od narkotyków w drugą, od tytoniu itd. Po
kilku godzinach powinniśmy przez ten las przejść, ale w lesie będziemy
musieli jeszcze przystawać, aby odpocząć, a już na pewno musi odpocząć
nasz wierny konik.
Kiedy przeszliśmy już 6 kilometrów stanęliśmy przy kilku jabłoniach.
- Diano, możesz pozbierać trochę jabłek? - spytałem - Ja idę poszukać wody.
- Dobrze - powiedziała Diana, podeszła do Smoke'a, wyjęła płócienny worek i zaczęła zbierać owoce z drzew.
- A co ja mam robić? - żalił się Zack.
- Ty? No dobra, weź łuk i idź na polowanie. Ale nie za dużo! Smoke'a nie
można obciążać, a my nie możemy też wszystkiego nieść, opóźnilibyśmy
się - powiedziałem, wziąłem Smoke'a i poszedłem szukać wody.
- Okey, już lecę! - Zack wziął łuk i pobiegł w las.
Po około 30 minutach znalazłem małe oczko wodne. Napiołem Smoke'a, po
czym w kilka butelek wlałem przeczyszczoną wodę. Wróciłem do miejsca
zatrzymania. Diana napełniła pół worka [worek też nie był za duży], a
chwilę po mnie przyszedł Zack, w lewej ręce miał łuk, a w prawej dwa
zające. Uśmiechnął się i spojrzał pytająco. Zaśmialiśmy się, a ja
podałem mu worek, aby włożył doń zabite króliki.
Zjedzone przez nas zostały tylko pięć jabłek, a koń zjadł ich 6 z odrobiną owsa.
Wyruszyliśmy w drogę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz