Po obiedzie postanowiłem pobiegać. Kiedy przebiegałem właśnie obok
stadniny Roxan, kiedy zobaczyłem jakąś klaczkę trenującą skoki. Przez
kilka minut obserwowałem jej ruchy, a nagle klacz pogalopowała do mnie i
przemówiła LUDZKIM GŁOSEM (!) :
- Co tak patrzysz? Nie widziałeś nigdy konia? - zdenerwowała się.
- Widziałem, ale nie mówiącego!
- Teraz w Smi jest ich dużo, nawet trudno ich nie zauważyć. A w ogóle jak się zwiesz? - zapytała mnie.
- Mam na imię Dallas. A ty?
- Ja jestem Miranda - i widząc, że zaczynam się rozglądać, zapytała - Szukasz Roxany, czy kogoś...?
- Raczej n... - przerwałem z namysłem - A tak, jest Roxan?
- Chyba powinna być tam - pokazała łbem jakiś zabytkowy budynek.
- Okej, dzięki - pogłaskałem ją po łbie, ona powróciła do skoków, a ja
poszedłem szukać Roxany. Znalazłem ją układającą właśnie siodła.
- O, witaj Dallasie - przywitała mnie.
- Witaj Roxan.
- Co cię tutaj sprowadza?
- Myślę, czy by nie sprawić żonie prezentu i myślę, że koń może ją
uszczęśliwić. Tylko, że koń musi do niej pasować oraz nie mogę wziąć go
dzisiaj, ani nie jutro, muszę mieć czas na przyszykowanie wszystkiego
dla konia, oraz pozory dla Diany, żeby niczego się nie domyśliła. Czy
masz jakieś konie na sprzedaż?
Czekam na odpowiedź.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz