- Nie martw się. Poradzę sobie - powiedział Mason i założył jej kosmyk włosów za ucho.
- Czyli nie wiesz, gdzie i z kim bd mieszkać?
- Oczywiście, że nie! Paula, błagam cię! Ja mam 14 lat! Wątpię żeby ktokolwiek mnie zaadoptował - westchnął.
- A co tam u cb? - zapytał.
- Nic... Nudy! Mama z tatą zakładają SPA... No i poznałam taką jedną dziewczynkę. Tasmira ją przygarnęła. Ma na imię Antonina...
- Ładna jest? - zapytał żeby mnie rozbawić.
- Przestań - zaśmiałam się - Ona ma 9 lat!
Szturchnęłam go przyjaźnie w ramię.
Poszliśmy na spacer. Zobaczyliśmy stado łosi*.
- Na razie! - pożegnał się.
- Do zobaczenia! - pomachałam mu. Pobiegłam do domu i rzuciłam się na kanapę w salonie. Mama usiadła obok mnie.
- Co ciebie dręczy? - spytała.
- Skąd wiesz, że coś mnie dręczy?
- Już ja ciebie znam - uśmiechnęła się - No mów.
- Mason odchodzi z sierocińca, a nie wie nawet gdzie się podzieje!
- Przecież Vena i Aragon chcą go adoptować.
- Tak?! Od kiedy?! - podnieciłam się.
- Córeczko... jak ty o niczym nie wiesz...
- Hehe, a ty jesteś jak najnowsza gazeta - zaśmiałam się.
- Bięgnę powiedzieć o tym Mason'owi!
Pobiegłam do sierocińca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz